Menu

Niezależny outsider ...

"Prawdziwymi zwycięzcami są ci, którzy pokonują trudności dnia codziennego."

Pudło mistrza Europy, w ostatniej sekundzie meczu ...

robwier

Dawno nie oglądałem piłki ręcznej w klubowym wydaniu. Ostatnio chyba kilkanaście lat temu, gdy jeszcze istniała sekcja szczypiorniaka w pobliskiej Warszawiance. Zmieniło się to wczoraj, dzięki uprzejmości znajomych - grających niegdyś w niższych klasach rozgrywkowych, którzy zaprosili mnie na transmisję z meczu Ligi Mistrzów. No cóż - na małe spotkanie dobra jest każda okazja :)
Oglądaliśmy starcie szwedzkiej drużyny Kristianstad z mistrzem Polski - Vive Kielce. I moim zdaniem ta potyczka stała na wyższym poziomie niż większość meczów naszych Orłów na niedawno zakończonym Euro. Do tego emocji także nie brakowało . Wynik był sprawą otwartą do ostatnich sekund, kiedy to na korzyść naszych został podyktowany rzut karny. Piłkę wziął w swoje ręce T. Reichmann, skrzydłowy Vive. Niemiec na niedawnych mistrzostwach Europy zdobył złoty medal, będąc jednym z lepszych zawodników zwycięskiej ekipy. W meczu z Kristianstad także grał dobre zawody, a wszystkie jego dotychczasowe rzuty zakończyły się golami. Niestety - tym razem spudłował, nie wytrzymując chyba presji. Rzucił na tyle nieskutecznie, że bramkarz zdołał odbić piłkę na słupek. Była to ostatnia akcja spotkania, które zakończyło się remisem - po 35. Jest on trochę zaskakujący, bo Vive było przedmeczowym faworytem, ale z przebiegu gry - to raczej wynik zasłużony.
Pełne trybuny, gorąco dopingujące miejscowych - podziałały początkowo nieco paraliżująco na mistrzów Polski. Szwedzi po kilku minutach prowadzili już nawet 4 golami, a na parkiecie oglądaliśmy istne skandynawskie tornado. Twarda gra w obronie, szybko przeprowadzane akcje, a także mocne i skuteczne rzuty wprawiały kibiców w euforię, a naszych mocno deprymowały. Na szczęście trener Vive - Dujszebajew, przerwał te katorgi, biorąc czas dla drużyny. I fajnie to wyglądało, gdy takim nieco łamanym językiem polsko - rosyjskim tłumaczył swym graczom, co i jak mają robić na parkiecie A oni słuchali, kiwając głowami. Bo Cupić, Strlek , Zorman czy Buntić to Słowianie, do tego na tyle długo grają już w Polsce, że nasz język jest dla nich w miarę zrozumiały. Jedynie Hiszpan Aguinagalde, doskonały obrotowy, medalista wielkich imprez - słuchając minę miał mocno nietęgą. No, ale on bardziej walczy z przeciwnikiem o pozycję i czeka na piłkę, niż ją rozgrywa ...
Chwila przerwy doskonale podziałała na mistrzów Polski, którzy szybko odrobili straty, wychodząc nawet na prowadzenie. A w drugiej połowie nadal oglądaliśmy świetne widowisko. Akcja za akcję, gol za gola, szybkie tempo i żywiołowe reakcje kibiców nadawały meczowi naprawdę niezłego kolorytu. Najlepsi w Vive to Buntić, Zorman i Reichmann, kilka zagrań światowej klasy zaprezentował też M. Jurecki ( on wywalczył karnego na koniec ). Niestety słabiej wypadł Bielecki, jego dyspozycja była wodą na młyn Skandynawów - nieskuteczne rzuty bronił bramkarz, po czym błyskawicznie uruchamiał szybkich skrzydłowych, którzy w kontratakach zdobywali łatwe gole. Kilka efektownych trafień zaliczył również potężnie zbudowany obrotowy Pettersson, z łatwością przedzierający się momentami przez kielecką defensywę .Dużo krwi napsuli też mistrzom Polski rozgrywający szwedzkiej ekipy, bo zarówno Jamali, jak i Gudmundsson czy Dahlin dysponują iście atomowymi rzutami, których wiele znalazło drogę do bramki strzeżonej przez S. Szmala. Ten ostatni zagrał raczej średnie zawody, chociaż w jednej z akcji bardzo widowiskowo zablokował jednego ze Skandynawskich skrzydłowych.
Ogólnie mecz oglądało się dobrze, do czego przyczyniło się zapewne szaleńcze momentami tempo i sporo błyskotliwych zagrań. A prowadzenie też zmieniało się niczym w kalejdoskopie. Piłka ręczna w wydaniu klubowym na wysokim, europejskim poziomie to sport niezwykle widowiskowy. I tylko szkoda, że tak niewielu naszych odgrywa tam znaczące role ...

© Niezależny outsider ...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci